Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
xxx


Autorskie Teksty Czerwonego Hrabiego 

xxx

Jak Święty Antoni w pracy mi pomagał

xx
Lata siedemdziesiąte, wczesny Gierek . Siedzę sam w pokoju na I piętrze Komisariatu i analizuję akta włamań do mieszkań na terenie dzielnicy. To już kilkanaście włamań. Sprawcy starają się zmieniać rejon działania ale widać, że jeśli dzielnicę opuszczają to sporadycznie. Z analizy akt rozpracowania operacyjnego wynika, ze kolejne włomy zrobią w rejonie ulic Kościuszki i Chrobrego. Trudno określić dokładny dzień ale intuicja wskazuje mi ,że dziś, zaraz.

Godzina 9.30. Idę do Komendanta. Mam dwa problemy. Potrzebuję wsparcia oraz nie mam dostępu do swojej broni. Zajmuję  jedną szafę z kolegą który pokłócił się z żoną więc mi tez pistolet zabrano. Komendant pyta z uśmiechem czy się chcę zastrzelić ale broń oddaje. Niestety  nie może dać nikogo do pomocy bo wszyscy biorą udział w innej operacji. Ostatecznie dostaję  do pomocy chłopaka z trzy dniowym stażem, by przynajmniej widział co ze mną się dzieje. Idziemy pieszo. 
W zasadzie winieniem wstąpić do Mamy i dać jej 10 złotych by poszła pomodlić się do figurki Świętego Antoniego w pobliskim kościele Św. Krzyża należącym do Jezuitów. Nie mam jednak czasu, dawno się nie modliłem ale mając na uwadze wiele poprzednich akcji jak nie będzie datku i modlitwy nie będzie sukcesu. Może poskutkuje bezpośrednia modlitwa bezbożnika wierzącego w swego patrona od bierzmowania. 

Pierwszy mundur Czerwonego Hrabiego

Pierwszy mundur

Wsparcie zostawiłem przed kościołem i wszedłem sam. Po lewej stronie tuż przy wejściu figurka mego patrona. Mnich z bochenkiem chleba w ręku. Ukląkłem. Poprosiłem o pomoc. Wrzuciłem 10 złotych do skarbonki pod figurką. Wstałem z klęczek. Patrzyliśmy sobie ze Świętym Antonim przez chwilę w oczy. Czuję, że chwycił temat.

Wyszedłem z Kościoła. Zabieram partnera i idziemy. Upatrzony przeze mnie rejon znajduje się około pół kilometra od Kościoła. Siadamy na ławce przy  Kościuszki w pobliżu skrzyżowania z ul. Chrobrego. Czuję, że to tu. Przyglądamy się ludziom. Nagle dwóch mężczyzn o wzroście około 1,80 m wchodzi do klatki na przeciwko. Cierpnie mi skóra, to na pewno Oni ale czuję, że jeszcze nie czas, że muszę trzymać się za cugle. Trudna sprawa. Obaj z kolegą mamy po 1,70 m i po jakieś 20 kg wagi mniej.  Wychodzą i idą w rejon ul. Chrobrego. Nie wchodzą do żadnej z klatek schodowych a w podwórze.  patrzę na zegarek który kiedyś dostałem w nagrodę. Piętnaście minut. Teraz. Kieruję siebie i kolegę do tej a nie innej klatki schodowej przy ul Chrobrego.

Pierwsze oględziny miejsca zdarzenia

Z piętra schodzi jeden z wcześniej obserwowanych facetów z wypełnioną siatką. Zatrzymuję go, kierując na niego broń. W siatce ma fanty. Nie przeszukuje ubrania i nie próbuję założyć kajdanek bo wyższy i w sposób widoczny silniejszy a wąski korytarz i tak powoduje, że stoję niecały metr od niego. Mój trzy dniowy partner  jeszcze broni nie ma. Trzymam włamywacza pod bronią i wzywam radiowóz. Równocześnie z wejściem mundurowych do klatki od podwórza wchodzi drugi z obserwowanych osobników, też z siatką z fantami. Po prostu usprawnili pracę robiąc dwa włamania do mieszkań na raz. 

Pierwsze oględziny 

Pierwszy z włamywaczy w momencie zakładania kajdanek przez milicjantów  popatrzył na mnie tak mściwym wzrokiem jakiego nie widziałem w oczach wcześniej zatrzymywanych.  

Wyjaśnił mi to za chwilę, wsiadając do radiowozu. Groziłem mu pistoletem trzymając pod prochowcem przez co nie wiedział, że najzwyczajniej nie zdążyłem odbezpieczyć bo nie zakładałem, że go w tej klatce zastanę. Poprowadził mnie tam Święty Antoni i akcją pokierował. Włamywacz stwierdził szczerze, że zna się na broni i gdybym wyjął pistolet spod prochowca przed przybyciem mundurowych walnąłby mnie w łeb łomem. To był ostatni z nim kontakt.  Panował w Milicji zwyczaj, że zatrzymujący był całkowicie odsuwany od sprawy. Zabierano mu nie tylko dochodzenia ale nawet akta operacyjne. Istniała możliwość spotkania się w sądzie ale zabezpieczono tyle dowodów na furę włamań,  u zatrzymanych i paserów,  że prokuratura mnie po prostu pominęła. 


Radiowóz odjechał. Odjechał nim też mój kolega ze wsparcia.
Poszedłem do Komisariatu pieszo z braku miejsca w radiowozie, chęci zaczerpnięcia świeżego powietrza i odreagowania.

Chociaż nie uprawiam  kultu Świętego Antoniego i nie wiem o którego tak naprawdę chodzi nie potrafię zanegować jego istnienia i jego siły podobnie jak niewierzący Żyd nie potrafi wyrzec się Boga Izraela. W jednej ze skrytek samochodu mam obrazek  Świętego Antoniego Padewskiego  który dawno temu ale już  w III Rzeczypospolitej dostałem w sklepie  za kilogram cukru od dzieciaków zbierających na ubogich. Nie wiem czy to ten sam. Ten od mojej Mamy i mego imienia też był mnichem ale nie z dzieciątkiem a z bochenkiem chleba. Według Mamy pomagał w znalezieniu rzeczy zagubionych, opiekował się podróżnymi, niósł ulgi w cierpieniu chorym  i chronił przed złodziejami.

Wracam jednak do opisanej wyżej historii kiedy to jedyny raz poszedłem do figurki  nie wysyłając do kościoła Mamy.

Od mojego kolegi i to jeszcze przed moim przybyciem do Komisariatu kierownictwo dowiedziało się, ze przed akcją wchodziłem do kościoła a jemu kazałem pozostać na zewnątrz. Nie pomogły tłumaczenia, ze to taki przesąd, że moim patronem od bierzmowania jest Święty Antoni i uważam, że mi pomaga. Wnerwiłem tym kierownictwo które stwierdziło, że totalnie łżę. Zdaniem kierownictwa już od dawna byłem podejrzewany, iż część mojej agentury pochodząca z czasu gdy sam przed wstąpieniem do milicji należałem do nie wyraźnego elementu dzielnicy jest po prostu nierejestrowana. Nie mam gadać głupot, w kościele spotkałem się z jednym z tych agentów i tyle. Grożono mi zwolnieniem na przemian z  prośbami bym ujawnił nazwisko. Byłem naprawdę w trudnej sytuacji. Kiedy wyjaśniałem, że chodzi o Świętego Antoniego to zamiast zrozumienia powodowałem wściekłość. Nie zaproponowano mi też bym Świętego Antoniego zarejestrował jako tajnego współpracownika.

Pierwsze gwiazdki Czerwonego hrabiego

 Pierwsze gwiazdki

xx
Ostatecznie  dosłownie w pół roku po tym zdarzeniu i po kilku kolejnych aktach pomocy ze strony Świętego Antoniego skierowano mnie do Wyższej Szkoły Oficerskiej w Szczytnie.

Pierwszy Maja

Gdy odchodziłem na trzy lata z Komisariatu jeden z zastępców wypomniał mi, że On nie miał takich szans studiowania. Jestem takim samolubem jakich za jego młodości nie było. Powinienem dla dobra służby  i Polski ujawnić swego najlepszego agenta. Nie mam też  poczucia wdzięczności dla niego jako oficera milicji  który pracuje już kilkanaście lat w dzielnicy,  dobrze pamięta mnie jako gówniarza a nie zablokował mi szans awansu.

Edmund Bared
Sierpień 2008

Pierwszy Maja

Monitoring

 Monitoring 

Powrót do początku strony

 Powrót do strony głównej