Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
xxx


Autorskie Teksty Czerwonego Hrabiego 

xxx

Sygnały śmierci

Sygnał Śmierci

xxx

Mego Ojca prawie nie pamiętam, zmarł gdy miałem siedemnaście lat. Kiedy umierał nie byłem przy nim ale tylko pozornie nie miałem kontaktu. Tylko pozornie nie miałem kontaktu z matką gdy dowiedziała się o jego śmierci. Dzień kiedy umierał po ciężkiej chorobie był inny chociaż nie od razu zrozumiałem napływające do mnie sygnały. Może kiedyś zostanie odkryta natura energii łączącej ludzi. Wierzę ,że to nastąpi tak jak wierzę w to, że energia której dokładnie nie jesteśmy w stanie określić istnieje.

   Urodził się w 1913 roku we wsi kongresowej. Mama, dwie macochy, jedenaścioro rodzeństwa w większości od nowych mam  i dwie morgi ziemi. Trąba wojenna 1939 roku wyrzuciła go na Pomorze. Kiedy w 1945 roku powiało wolności i zaszumiało polskim morzem był już na Wybrzeżu gdańskim. Nosząc z zapałem worki po nabrzeżu portowym Gdańska mówił o sobie z dumą – Doker. Jako jeden z pierwszych osadników zajął dobre mieszkanie w portowej dzielnicy. W mieszkaniu był zlew i ubikacja na półpiętrze. Szczególnie zapamiętałem zlew bo do niego sikałem gdy mama nie widziała. 

   Ojciec lugał po kilkanaście godzin dziennie. Był w swoim życiu parobkiem, dokerem, galwanizerem i szlifierzem. Ze mnie zbytnio zadowolony nie był. Słuchał z politowaniem moich wierszy, próbował częstować papierosem aż wreszcie pogodził się z losem i kupił mi akordeon. Był to poza skromnymi meblami właściwie największy dorobek jego życia ale dopiero później go doceniłem. Lata sześćdziesiąte to epoka zespołów big- beatowych i akordeon ni w ząb nie pasował. Na telewizję chodziłem do sąsiadów i opisywałem ich telewizor kolegom ze szkoły jako własny. Jednego na pewno się mój Ojciec dorobił – pylicy płuc. Kiedy umierał miał 52 lata.

Rok 1965. Wiosną powędrował na jeden z dłuższych pobytów w szpitalu. Przyzwyczaiłem się już do tego i nie zakładałem, że nie wróci. Od kilku miesięcy pracowałem po zasadniczej szkole zawodowej jako robotnik w jednej z gdańskiej fabryk. Byłem frezerem w dziale remontowym.

xxx

WTEDY PRZYSZEDŁ TEN DZIEŃ !

Od rana planowałem zrobić dobrze płatną fuchę w ramach „gangu” produkującego matryce do „Pamiątek z Gdańska” ale wychrzanił się jeden z inżynierów i przyniósł mu do wykonania „projekt”. Był to jak zwykle ogólny szkic czegoś co po wykonaniu i dopasowaniu przeze mnie przerysuje w ostatecznym kształcie i zgłosi jako patent dla działu produkcji. Gorzej niż pech.

Frezarka pracowała miarowo. Szum silnika, drapanie freza po metalu tłumione wodą, ludzkie glosy pomieszane z szumem innych maszyn zaczynały pomału brzmieć jak najnowszy przebój Czerwonych Gitar. Pogodziłem się z losem.

Nagle!!! Poczułem, że gdzieś uciekają moje myśli, w oczach robi się biało… milknie szum hali …w uszach słyszę inny, wewnętrzny szum. Suwmiarka drży , wyraźnie drży mi w ręce… pochylam się nad maszyną… . Szarpnięcie! Frez pociągnął mnie za rękaw.! Zaraz będzie po ręce!

Nic takiego się nie stało. Kombinezon rozdarty po łokieć, ale ręka cała. Jak to dobrze, że frak star i naoliwiony. Błogosławiona stara brudna szmata. W nowym kombinezonie poszłaby ręka, frez robiłby jak wiejska sieczkarnia.

W głowie nadal szum ale nieco oprzytomniałem. Podwinąłem rozdarty rękaw i wyłączyłem maszynę, dwoma przyciskami na raz - włącznikiem i wyłącznikiem. Wiedziałem, że przepalą się bezpieczniki a elektryk przyjdzie nie prędko. Spojrzałem na zegar fabryczny. Była 7.30.

  O godzinie 13 wyszedłem z pracy zwalniany z uwagi na kontynuowanie wieczorowej nauki. Pojechałem prosto do domu. Mieszkaliśmy wtedy w Gdańsku – Wrzeszczu. Mieszkanie zdecydowanie lepsze od wspomnianego mieszkania portowego.

 W drzwiach usłyszałem dochodzący z wnętrza mieszkania płacz. Po pomieszczeniach można było biegać w kółko. Nieraz dzięki temu uniknąłem karzącej ścierki Matki. Obiegłem w koło. Nikogo nie było. Matka zapewne pojechała do Ojca do szpitala.

Pojechałem na zajęcia do Wieczorowego Technikum. 

Po zajęciach do domu nie spieszyłem się. Należałem do spontanicznie założonego przez młodzież elitarnego „Klubu za szafą”. Mieścił się ten klub w pobliskiej bibliotece która nam zaufała. Autentyczne za szafą oddzielającą od miejsca gdzie szwędali się czytelnicy biblioteka udostępniła nam pomieszczenie. Mieliśmy do niego dostęp nawet gdy biblioteka była nieczynna. Z czasem pozwolono nam na potańcówki wśród regałów z książkami praktycznie bez patrzenia na ręce. 

 Tego dnie biblioteka zorganizowałem nam zamknięty pokaz Teatru Jednego Aktora. Nie pamiętam już aktora. Wystawiał sztukę Ilia Erenburga „Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca”. Była to  przejmująca opowieść  o niełatwym życiu biednego żydowskiego krawca wszystkimi siłami opierającego się realiom niezbyt ludzkiego świata. Przewędrował cały świat z Rosji przez Polskę, zachodnią Europę do Izraela by zostać tam żebrakiem. Opowieść zakończona przejmującą sceną śmierci lejzorka której ewentualność tak naprawdę nikogo nie obchodziła. Dziwnie jakoś jego życie skojarzyło mi się z życiem mego Ojca i nic więcej. 

Miałem siedemnaście lat i niewielkie pojęcie o śmierci.

   Był już późny wieczór gdy zapukałem do drzwi mieszkania. Nikt nie otworzył. Nacisnąłem klamkę, drzwi ustąpiły… Przecisnąłem się przez tłum wujków i ciotek, objąłem rękami i przycisnąłem do piersi płaczącą matkę. 

 Ojciec zmarł rano w szpitalu o godzinie 7.29 w momencie przyjmowania zastrzyku jak odnotował personel szpitala. Umierał na odmę płuc opuchnięty do granic niemożliwości. Dokładnie o tej porze w której frez zaatakował mi rękę. Jak wyjaśniała mi mama, dotarła do szpitala i dowiedziała się o śmierci ojca około godziny 14.00. Ja wiedziałem, że dokładnie o 13.40 bo słyszałem przecież jej płacz. Potem ta piekielna sztuka o konającym Lejzorku Rojtszańcu.

Co to było? Kontakt umysłów? Działanie jakiejś energii budującej sferę zdarzeń w życiu człowieka? 
Może zwykły przypadek?

xxx
                         Mój ojciec jako robotnik

      Moja frezarka

Ojciec Robotnik

Moja frezarka

pierwszy od prawej

No bo nie każdy od razy zaskoczy jak wygląda robotnik i jak wygląda frezarka

xx

Opracował Edmund Bared
Grudzień 2008

Monitoring

 Monitoring 

Powrót do początku strony

 Powrót do strony głównej