Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
xxx


Autorski Tekst Czerwonego Hrabiego 

Historyjka Czerwonego Hrabiego czyli Kukułka w Koronie
xx
xx
Widok na śmietnik czyli... A KUKU 

Mieszkam na pierwszym piętrze kilkukondygnacyjnego bloku spółdzielczego w małym miasteczku .
Typowe pokomunistyczne osiedle z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

Kiedyś wielka sypialnia rozżalonych i rozeźlonych ludzi. Ludzi którym komunistyczne państwo kazało mieszkać w betonie zamiast dać na wejściu przy zakładaniu rodziny klucze do domku jednorodzinnego.
Na domiar złego robotnik z państwowej firmy budowlanej wbudował Ci zlew w takim miejscu byś nie mógł wejść do kuchni i po odebraniu kluczy wzywał go do przemontowania zlewu w ramach tak zwanej fuchy. Nie mogłeś zrobić tego sam, bo tylko ustosunkowanemu robotnikowi sprzedano odpowiednie rury spod lady w państwowym sklepie. Pracodawca państwowy przymykał na to oko. nie tylko kelner w knajpie mógł mieć dodatkowy zarobek.

Moje osiedle było wielkim zbiorowiskiem ludzi, którzy wiedzieli, że w takich Stanach Zjednoczonych każdy bezrobotny ma mieszkanie i samochód , a w komunistycznej Polsce to nie stany czy Europa tylko zwykła siedemnasta azjatycka republika. Mieszkańcy nadsłuchiwali Wolnej Europy i komentowali  kierunek, w którą płynie ropa. Właśnie z Wolnej Europy wiedzieli, że zegarki w Polsce przesuwa się o godzinę by starczyło dla Rosjan energii elektrycznej.

Tymczasem spod osiedla codziennie ruszało z wyciem stado autobusów wywożąc ludzi do pracy w komunistycznych molochach przemysłowych budowanych po to by zniewolić ludzi pracą, pokazując im, jakimi są w swej masie marnymi pyłkami na tej planecie. Na dodatek autobusy zatruwały powietrze na osiedlu, bo przekupna komuna nie tę licencję kupiła, co trzeba. Gdy ludzie przebywali w pracy robiąc w imię nie wiadomo czego , osiedle pustoszało pozostając do dyspozycji starców, złodziei i milicjantów.

Popołudniami osiedle wypełniało się setkami mrówek biegających z zakupami na kartki i wystających w ogonkach by z przed nastaniem nocy zamknąć się w domach i ewentualnie na wezwanie podziemnej „S” zapalić w oknach świeczki na znak protestu. Niektórzy wychodzili na spacer wpinając w klapy oporniki albo wydzwaniali na dziś już nieczynne, – bo i po co - 33 telefony KSS KOR.

W telewizji podali, że jakiś Balcerowicz Leszek dostał medal za zasługi dla PRL i PZPR. To była sprawa, którą miałem w nosie, bo nie wiedziałem, co z niego wyrośnie. Każdy robotnik marzył o własnej fabryce a mój kuzyn o kombajnie na trzech hektarach.

Zabiegany kraj ludzi zagubionych w ocenach rzeczywistości i swego w niej miejsca. Z zegarów wyskakiwały kukułki i wołały natarczywie : Marks – Marks - Marks

A dziś ? 
Dziś już inne czasy.


Nie muszę szukać znajomości by kupić kawałek rury. Wystarczy, że zdobędę pieniądze. Ludzie w miasteczku cieszą się ze swoich małych M. Snują plany, co do tego ilu potomków z rodzinami jeszcze się do niego zmieści i chodzą z podziwem oglądać wspaniały obiekt Powiatowego Urzędu Pracy. Niektórzy odhaczają się na pamiątkę, że w nim byli. Starsi cieszą się, że już są starzy i nie dożyją czasów, kiedy budynki spółdzielcze zaczną się walić wszak od „początkowego gierka” minęło już trzydzieści lat.

Zastanawiam się skąd wzięła się ta pokora. Może to symbioza z roślinnością , z wysokimi kasztanowcami, które porosły na postkomunistycznych osiedlach. Znikły gdzieś czerwone autobusy i nie trują powietrza na osiedlu. Dzięki zlikwidowaniu połowy kursów PKS i podwyżkach cen biletów kupiłem sobie stary samochód i nauczyłem się jeździć. Ci, co pozostają w domach mają więcej czasu dla siebie. Jedni wychodzą z dziećmi i siadają wśród zieleni przed domem. Inni siadają z winem „Arizona” . Przejeżdżający radiowozem policjant grzecznie mówi im dzień dobry. Jeszcze inni wsparci na ramionach wyglądają z okiem. Gotujący na obiad ziemniaki z sosem „Knora” cieszą się, kiedy im się sos przypali, że straty były małe, bo w sosie nie było mięsa. Na samym środku boiska tuż przy lesie dwie grupy młodych ludzi, które się spotkały prowadzą jakąś wymianę towarowo – pieniężną.
Jeden wkłada drugiemu rękę do koszyka i oblizuje palec. Chyba handel słodyczami.
Zamierzają po transakcji grać, bo mają kije takie trochę grubsze niż do palanta.

Coraz więcej gości ma też pobliski śmietnik. Obecnie mniej więcej w odstępach pół godzinnych odwiedzają go przeważnie mężczyźni lat pięćdziesiątki i więcej, ale nie jest to regułą. Lepiej lub gorzej ubrane osoby z siateczkami ,z pieskami, z rowerami. Kiedy jestem na spacerze na taki widok zakładam memu łagodnemu i strachliwemu pieskowi smycz, bo jest skłonny do okazywania przewagi nad pieskami tych ludzi jakby trochę wystraszonych podobnie jak ich właściciele. To, co obserwuję u swego pieska nie wiedzieć, czemu nazwałem syndromem skina.

Widok ludzi szperających po śmietnikach to już rzecz normalna i nudna tak jak całe szczęśliwe życie osiedla, na którym mieszkam.

Uwagę mą jednak przyciąga niezmiennie pewien mężczyzna w sile wieku. Dokładnie ten sam , który kiedyś miał wejścia by kupić i założyć mi rury. Towarzyszy mu dwójka chłopców. Pchają przed sobą dwukółkę, na której siedzi cztero – pięcioletnia dziewczynka. Jest to swoista sztafeta pokoleń. Wspomniany Pan, prawdopodobnie ojciec , jak widać nie ma żadnych złudzeń, co do tego, że w kapitalizmie nie osoba a każda rodzina lub środowisko ma po prostu swoje wyznaczone miejsce w hierarchii społecznej i dalej nie ma, co się wychylać.

Wszyscy na swoich miejscach a z zegara nie wyskakuje kukułka i nie krzyczy : Marks – Marks – Marks

Coś tu jednak nie tak.

Gdy zgaszę światło wydaje mi się, że , z tego samego zegara zamiast kukułki wyskakuje Marks i woła: A KUKU, A KUKU

Edmund Bared
( 2001 - 2008 )

Monitoring

 Monitoring 

Powrót do początku strony

 Powrót do strony głównej