Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

                    

ss

Niech mi wolno będzie przedstawić ...

 Edmund Bared

Edward Szymański

wybrane wiersze spółdzielcze

xxx
Do roboty

Sami zrobimy wszystko 
wspólnym, gromadnym trudem!
 Za szkołą będzie boisko,
 przed szkołą — nowy ogródek.

To nic, że czas niedługi,
 że wkrótce przyjdzie słota.
 Przypatrz się jeden z drugim, 
jak idzie nam robota!

Że co? Nie damy rady?
 Ze kamienista ziemia? 
Hej, bracie! Dla gromady
 zbyt trudnych rzeczy nie ma!


I po co stoisz sam, 
smutny — jak na pogrzebie ? 
Chodź do nas, pomóż nam, 
wszyscy czekamy ciebie!

Będzie i tobie miło,
 gdy nam się wszystko uda. 
Zobaczysz: wspólną siłą
 można budować cuda!

„Młody Spółdzielca" 1938

 

xxx
Spółdzielczość  

Skąd żeście wyszli, ludzie dziwni? 
Za czyim to rozkazem
naprzeciw burzy pod wicher przeciwny 
idziecie naprzód i razem?

Wyszliśmy z całej ziemi,
 na cały świat idziemy 
z dobrą nowiną. 
Idziemy zawrócić burzę i nad ziemią — jak niebo duże— tęczę rozwinąć.

A jakże to wam się uda?
 Skąd wam te siły potrzebne ? 
Czyimi rękami chcecie czynić cuda 
świetliste i podniebne?

Naprzeciw burzom i gradom
idziemy sami gromadą,
razem kruszymy przeszkody.
Świat przemienimy nie cudem —
rąk własnych ciężkim trudem
i czarodziejstwem zgody.

A któż za wami na skąpej grudzie
 drogę kwiatami wymościł?  
Skądżeście wzięli, dziwni ludzie, 
tyle pieśni i tyle radości?
Gdy w ziemię — jak chleb — czarną 
rzucamy wspólne ziarno —
 na stokrotne żniwa nasz siew. 
Śpiewa za nami, przed nami, 
szumi kwiatami, kłosami 
i w nas jest radość i śpiew.

Przez wsie,
przez miasta olbrzymie
w brzęku sierpów
i w fabryk dymie
rośniemy roboczą gęstwą.
Rośniemy w siłę i wiarę —
nam pod tęczowym sztandarem zwycięstwo!

„Wspólnota" 1937

xxx
Społem
x

Dla strudzonych, wędrujących nóg
gdzie i kiedy odpoczynek czeka,
gdzie, najdalsza ze wszystkich dróg,
droga od człowieka do człowieka?

Kiedy jeden drugiemu wróg,
 gdy się z trudem trud nie zespala —
nie trafisz na żadnej z dróg, 
żebyś szczęście i radość znalazł...  

A i choćbyś miał ręce stalowe
 i mordęgą nie strudzone żadną,
w pracy samotnej, w pracy surowej
 ustaną ci, opadną.

Jednako tu czy tam,
 na ziemi szerokiej, wszędzie,
 wszędzie nie jesteś sam — 
niczego sam nie zdobędziesz.


A w gromadzie im bliżej,
 im więcej kiedy naprzód idziemy gęstwą — 
tym mocniejsze są nasze ręce,
 tym łatwiejsze, bliższe zwycięstwo.  

Ani trud nas nie zmoże, ni strach,
 że zabraknie sił do roboty,
bo z kamienia wykuwamy gmach
 robotniczo-chłopskiej wspólnoty.

Rośnie gmach nasz pod niebo znad ziemi,
 patrzy w przyszłość dumnym, jasnym czołem. 
Dla nas go budujemy rękami własnymi 
społem!

Śpiewem wiary rozbrzmiewa nasz głos,
 dzień dla nas słońcem błyska. 
Nam droga od człowieka do człowieka wprost 
od serca do serca — bliska.

Z uśmiechem razem idziemy
przez życia twardą szkołę.
Szczęście nasze stworzymy i z nieba,
 i z ziemi   społem!

„Wspólnota" 1935

 

xxx

Wezwanie  

Gospodarz cię witał — jak sługa,
sklepikarz ci się kłaniał,
a teraz cóż się stało,
że sklepikarz wciąż mówi o długach,
grosz ostatni chce ci wziąć z kieszeni?
A gospodarz też nagle się zmienił,
o eksmisję cię podał z mieszkania...

A myślałeś, że jednak, że przecie, 
gdy na ciebie nieszczęście się zwali, 
nie pozwolą ci zginąć na świecie ci, 
co tyle z ciebie zarabiali. 
Ze to oni, co żyli z twej pracy, 
dopomogą ci w biedzie i w trudzie, 
a nie — równi tobie biedacy, 
zwyczajni, roboczy ludzie...

I nie ulży ci wcale twój płacz.
 Łez jest dużo — a oczu dwoje.
 Ręce mocno zaciśnij i patrz —
w czyich rękach jest życie twoje.
Z czyim losem twój los się jednoczy,
gdzie dla ciebie ratunek i rada?
 Z nędzy dźwiga cię naród roboczy,
niezliczona,niezliczona gromada.  

Przecież jasne, jak słońce na niebie,
że zwycięstwo nie na słowach polega,
że nikt nic nie zdobędzie dla ciebie,
gdy na boku staniesz,
nie w szeregach.
My nikomu nie kłaniamy się nisko,
prosty bój nasz i prosty obyczaj:
w równym trudzie zdobywamy wszystko
i jednaki nasz udział w zdobyczach.
Długą drogą,
nie wiesz skąd i dokąd,
przemijały dni twoje na zachód.
Teraz naszym przysłuchaj się krokom
i dni nasze na grosze przerachuj.
Nasze życie na ciebie czeka,
ponad przeszłość dźwigaj się czołem
i razem z nami
drogę Wolnego Człowieka

nam i sobie wykuwaj SPOŁEM!

 

xxx
Bajka
x

Były sobie w pewnej wsi 
trzy sklepiki, karczmy trzy. 
Przy tandecie, przy kredycie 
zysk dawały znakomicie. 
Każdy karczmarz  i sklepikarz 
miał klientów ścisły wykaz:

„10 złotych długu — Magda" (żeby spłacić, len i mak da) 
 „8 złotych — Bartek Kusy"
(za to cielę oddać musi) 
 —
„Jan — 20 (będzie wieprz) 
 l/2 złotego Basia Snopek za zeszyty" (jaj da kopę) 
wszystko ściśle kto i gdzie,

dług, zysk, spłata itede.

Chłop za chłopem, jeden, drugi 
głodowali, brnęli w długi. 
Przecież widzi nawet ślepy,
 że potrzebne na wsi sklepy, 
przecież przyzna i niemowa, 
że wciąż trzeba coś kupować. 
Ale słyszą nawet głusi, 
że godziwy zysk być musi 
— a tymczasem nikt za kredyt
 nie mógł się wydobyć z biedy.

Aż po cichu w lesie gdzieś
 zebrała się cała wieś —
 przyszli zgodnie chłop za chłopem 
Bartek, Jan i Basta Snopek, 
Magdy, Kazie, Katarzyny, 
jedna z drugą gospodyni
 i powiada Magda tak:  

— Za len, masło i za mak,
 za ser, jajka czy za wieprze
 musimy mieć ceny lepsze, 
towar w sklepie też rzetelny, 
jak w miasteczku we spółdzielni. 
Co tu robić? Radźże który!  

Milczy Kasia, milczy Basia,

jakby wieś kto makiem zasiał aż nareszcie
Kusy Bartek
tak powiada:  

— Licha warte takie sklepy, takie karczmy. Sami sobie tu wystarczmy.  

Trzeba biedę wziąć za łeb i założyć wspólny sklep. Krótko mówiąc 

— zgodnie, dzielnie poprowadzić trza spółdzielnię!  

Zgoda? Wszyscy na to: — Zgoda!
 Do roboty więc od dziś, 
żeby w
czyny wcielić myśl.

Dziś we wsi, tak przedtem biednej,
nie ma karczmy ani jednej.
Raźno
ziemię kroją pługi, 
znikła bieda, znikły długi,

 a spółdzielnia małym zyskiem rośnie,
 dochód dając wszystkim.

„Wspólnota" 1935  

 

XXX
Zejdź z chodnika

Nie bardzo cię obchodzi jakieś święto, spółdzielczość,
 
pochód w tęczowych wstęgach.  
A czy wiesz, że właśnie w Łodzi,
w czerwonej Łodzi nasz ruch to potęga?
Czy wiesz,
że my nie tylko sklepy budujemy, ale domy, fabryki, miasta?  
A to jest także walka i na naszej ziemi
z naszej walki nowy ład wyrasta.
Walczysz o nowy ustrój.
 Masz partię i związek.
 
Każdy dzień — to klasowy bój.  
Burzyć zło? — Tak.
A budować — to czyj obowiązek? Nie twój ?  


Nie jesteśmy mocni w okrzykach — na okrzyki czasu nie mamy.
W robocie twardą przechodzimy szkołę.
Nie patrz z boku bracie!  
Zejdź z chodnika,
 
Chodź z nami  
Społem

„ Robotnik” 1936
 
xx

Ze zbiorku  " Pod Tęczowym Sztandarem"
    wiersze Spółdzielcze Edwarda Szymańskiego 
Zakład Wydawnictw CRS , Warszawa 1971 

        Monitoring                        Powrót do początku strony                                   Powrót do strony głównej