Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

  xx                 XX 

   

     

         
ABSOLUTNIE NIEPOLITYCZNY ZAKĄCIK PLANETKI                 Edmund Bared                              Golub - Dobrzyń   luty 2010
         

 

       
  xx                        

Rzecz dzieje się dziś w Golubiu - Dobrzyniu 
 miasteczku powiatowym w Polsce położonym około 200 km  na północny zachód od Warszawy

     
     

 Znajdujący się tu Zamek został zbudowany w latach 1293-1306 przez zakon krzyżacki. Od 1454 roku Zamek był siedzibą polskich starostów królewskich. W latach 1611-1625 jako starościna golubska rezydowała tu księżna Anna Wazówna siostra króla polskiego Zygmunta III Wazy. Z jej postacią związany jest najwspanialszy okres historii Zamku Golubskiego. x
Drugi raz Zamek Golubski zasłynął kiedy ZYGMUNT KWIATKOWSKI  został samozwańczym kasztelanem zamku. Od chwili przybycia do Golubia - Dobrzynia zainteresował się zamkiem. Początkowo społeczny opiekun, później prezes lokalnego oddziału PTTK i dyrektor zamku golubskiego jako instytucji turystycznej którą sam stworzył.
W 1968 roku odbył się na zamku pierwszy bal sylwestrowy. Od 1971 roku odbywają się tu konkursy krasomówcze, ale największym i niezatapialnym dziełem Kasztelana są organizowane od 1977 roku turnieje rycerskie. 
Kasztelan zmarł w 2005 roku.  

Zygmunt Kwiatkowski ( 1933 - 2005 )

x

Zygmunt Kwiatkowski (1933-2005)

Golubski Autostopowicz

v x

 Pewnego letniego dnia 2009 roku wracałem z Torunia do domu. Piękna słoneczna pogoda. Szosa sucha. Lewą ręką trzymałem kierownicę a prawą robiłem to co zazwyczaj robią kierowcy gdy jej na kierownicy nie trzymają.

Zauważyłem na niebie stale powiększającą się kłębiastą chmurkę. Rosła w górę jak wieża, chwilę później zauważyłem dwie połączone wieże.  Chmurka  traciła  swój początkowo ostro zarysowany kształt. Dołem tuż przy horyzoncie zaczęła dymić.  Jak z bajki wyjęta sylwetka Zamku Golubskiego, otoczona tumanem kurzu dobywającego się spod kopyt  koni harcującego na placu turniejowym rycerstwa.

Gdy wjeżdżałem do  Kowalewa Pomorskiego ubyło mi nieco romantyzmu. Wszystko wokół stało się ciemne i równocześnie porażająco jaskrawe. Kłębiące się nisko nad dachami domów  chmury, jeśli miały cokolwiek wspólnego z Zamkiem Golubskim to , stanowiły przykrycie lochów w które zapewne wjechałem.  Rozpętała się ulewa. Niebo przecięły zygzaki błyskawic. Straciłem dobry nastrój. Pogłośniłem radio by nie słyszeć piorunów.

Kasztelan jako pasażer

We wsi Frydrychowi skręciłem na szosę do Golubia – Dobrzynia. Istne „urwanie chmury” trwało. Wycieraczki nie nadążały zbierać wody z szyb.  
W świetle potężnej błyskawicy która przeszła poziomo w poprzek szosy zauważyłem stojącego  na poboczu niewysokiego mężczyznę. Jedną ręką osłaniał twarz przed deszczem, drugą dawał delikatnie znak bym go zabrał.
Kiedy zatrzymałem się usiadł na tylnim siedzeniu pojazdu.  Szkoda –  pomyślałem –  byłoby do kogo gębę otworzyć i zapomnieć, że zaraz jakieś trafione drzewo może zwalić się na szosę.

Zdążyłem ruszyć a ... ulewa zakończyła się tak jak zaczęła jednym uderzeniem pioruna. Miałem  wrażenie że z niej wyjechałem i pewnie tak było. Znów zrobiło się słonecznie a  szosa znów była sucha.  

Zerknąłem na pasażera przez środkowe lusterko.

Załamujące się w gałęziach drzew słońce tworzyło kaskadę promieni trzaskających po jego twarzy. Pasażer przykleił nos do szyby patrząc na pobocze. Mimo to wyczułem, że to ktoś znajomy. Kilka kilometrów od miasta w którym mieszkam niby nic nadzwyczajnego. Jednak kiedy robiło się ciemniej  jakby słońce kryło się za chmury których już nie było, profil pasażera zamieniał się w hełm zwany przyłbicą. Wizja rycerza trochę mnie zaniepokoiła.
Skojarzenie chmury z zamkiem... . Teraz widzę rycerza w moim samochodzie... . Coś jest  nie tak całkiem normalnie... . 
Podjąłem starania o nawiązanie rozmowy.

  Pasażer nadal patrząc na pobocze wreszcie odezwał się, ...znałem ten głos.
Kiedy spojrzał  prosto w środkowe lusterko, nie miałem już żadnych wątpliwości..
. .  

To był kasztelan Zamku Golubskiego Zygmunt Kwiatkowski.
x

Byłem oszołomiony.

Ostatni raz widziałem Kasztelana w 2005 roku na malej myjni samochodowej. Kiedy podjechałem myto jego samochód. Wsiadł do mojego samochodu - tak jak dziś -  na tylnie siedzenie. Wyjeżdża do Radziejowa. Przygotowuje wielką inscenizację Bitwy Pod Płowcami. Osobiście będzie w boju Władysławem Łokietkiem – Królem Polski. Gdy to opowiadał, jego  oczy miały niezwykły, czyli taki jak zawsze blask.

Słyszałem później od znajomych, że podobnie jak  Władysław Łokietek pod Płowcami w 1331 roku, Kasztelan nie mógł z powodu choroby wziąć bezpośredni udział w boju. Miał jednak  lepsze możliwości niż Łokietek. Dzięki telefonom komórkowym mógł dowodzić rycerstwem polskim ze szpitala w Toruniu. Nie udało się więc występującej po stronie Krzyżaków drużynie zmienić scenariusza inscenizacji. Spełniło się marzenie Kasztelana. Było lepiej niż w tamtej bitwie. Żaden remis. Polacy wygrali. 

Jedna ze starszych map okolic Golubia - Dobrzynia
x

Niestety, Zygmunt Kwiatkowski wygrał bitwę ale nie wygrał walki z chorobą. Zmarł kilka dni później.
 Pogrzeb odbył się 3 września 2005 roku. Byłem jednym z uczestników jego ostatniej drogi.

 Dziś jednak straciłem poczucie części  rzeczywistości.

Zdawałem sobie sprawę, że On nie żyje, nie dopuszczając myśli o nienormalności sytuacji.

Przede mną trasa, znaki drogowe, wymijane samochody , omijani rowerzyści a na tylnim siedzeniu – normalne – Zygmunt Kwiatkowski.

Zakręt który mógł być feralny. Widok z miejsca gdzie wysiadł Kasztelan

 W Golubiu zatrzymałem samochód przy podjeździe na Zamek. Kasztelan  między fotelami podał mi rękę, ...była zaskakująco ciepła... .  
− Do zobaczenia Panie Edmundzie  - pożegnał się równie ciepło jak wówczas gdy jechał do Radziejowa.

 Ruszając z podjazdu obejrzałem się za Kasztelanem, już go nie było. Za to ja, podekscytowany spotkaniem wjechałem w pobliski zakręt środkiem jezdni. Kto zna ów zakręt biegnący jarem pod wzgórzem zamkowym ten wie,  jak duże miałem szanse dołączyć do Pana Zygmunta. Wyraźnie tego nie chciał, a nawet pewnie zadbał o to bym trochę ochłonął. Ulica, aż do najbliższych świateł w mieście była nienaturalnie pusta.

Dlaczego mnie zatrzymał?
To nie mógł być przypadek , spotkanie miało jakiś sens?!
Z rozmowy nic nie wynikało... . Samo podwiezienie nie wchodzi w rachubę, bo przecież duchy swobodnie przemieszczają się w czasie i przestrzeni... .
Pożegnał się tak, jakbyśmy lada dzień mieli znów się spotkać... , a to, że go podwiozłem było normalne ... .  No, właśnie?!
A w ogóle co  Zygmunt Kwiatkowski  robi w Golubiu - Dobrzyniu zamiast  w Niebie lub Piekle  jakiś turniej rycerski prowadzić... ?

Zygmunt Kwiatkowski w zaświatach - wizja autora
x

  Zygmunt Kwiatkowski to barwna, niepospolita już za życia postać. Mówią, że w latach sześćdziesiątych poprzedniego wieku opuścił zamieszkałą w okolicach Radziejowa rodzinę i udał się w świat autostopem. Przez przypadek trafił do Golubia - Dobrzynia, małego miasteczka nad Drwęcą w którym lokalny, posterunek wówczas Milicji Obywatelskiej zamykano o północy na klucz a posterunkowy jechał rowerem do domu spać.   

Ostatni raz za Kasztelanejm, z zamku na golubski cmentarz

Nikomu nie znany Zygmunt Kwiatkowski zanocował w Zamku Golubskim, w jego jeszcze nie wyremontowanej części. Spędził tam upojną noc  z księżną Anną Wazówną siostrą  króla Zygmunta III Wazy. To Anna Wazówna i inne duchy  które spotkał tej nocy namówiły go do pozostania w Golubiu - Dobrzyniu.
Za  sprawstwem  duchów został Prezesem lokalnego Oddziału PTTK i dyrektorem Zamku Golubskiego. Podobno  Anna Wazówna załatwiła mu  u samego Zygmunta III Wazy tytuł starosty królewskiego. Chociaż Annę Wazównę pokochał, uzyskane wyróżnienie uznał za mizerne, a dokument nominacji schował w tunelu pod zamkiem nikomu się do tytułu nie przyznając. Sam  mianował się  „Kasztelanem” i pewnie uwierzył w to, że nim jest. 
Trudno się temu dziwić. Golub - Dobrzyń od wieków rozpościera się w pokorze u stóp górującego nad nim Zamku, siedziby kolejnych właścicieli miasteczka.

  Nie oznaczało to jednak sprzeniewierzenia się w miłości do Anny Wazówny    wszak ogłaszał wszelkiemu rycerstwu i zwykłej gawiedzi: „ Wszem ludziom ogłaszam, iż najcnotliwszą, najpiękniejszą damą jest Anna Wazówny, królewna polska, szwedzka, wedyjska, a kto miałby coś naprzeciw, potykał się z nim będę na miecze albo topory”. Najwięcej ludzi uwierzyło w jej cnotę, mniej w piękność ale większość się doskonale bawiła.  

Golub ze wzgórza zamkowego
x

Dobrzyń ze wzgórza zamkowego
x

  W nocy Kasztelan mi się przyśnił.  

Sen był nocną wersją dziennego spotkania. Siedząc na tylnim siedzeniu samochodu łapał mnie ręką za ramię: 
   Chcę byś o mnie coś napisał.
−   Dlaczego ja ? Diabeł przeczyta - odpowiedziałem.
  Diabeł też  – odrzekł z przekonaniem.  

W pierwszej chwili mile mnie to połaskotało, lecz gdy poprosił abym następnego popołudnia podszedł do pobliskiego baru odmówiłem stwierdzając, że za dużo wymaga. Najlepiej niech mi się znów przyśni i coś podyktuje.   

Widok wzgórza zamkowego z Golubia - Dobrzynia napoawa pokorą

Obudziło mnie jakby trzepotanie ptaków i przeraźliwy huk. Wstałem. Zapaliłem światło. Była dokładnie północ.  Z duszą na ramieniu obszedłem mieszkanie. Nic nie zauważyłem. Zasnąłem przy zapalonej lampce nocnej.  Rano sprawa się wyjaśniła. Na balkonie panował niezły rozgardiasz. Parasol przeciwsłoneczny wyrwany ze swej podstawy i podarty w strzępy  wyraźnie tylko dlatego pozostał na balkonie bo o coś zaczepił. 

Nie miałem najmniejszej wątpliwości, że zrobił to wiatr.

 Na wszelki wypadek postanowiłem jednak udać się na wyznaczone spotkanie. Zresztą po przemyśleniu, to wszystko zaczynało być coraz bardziej fascynujące i nawet zacząłem żałować, że nie zaprosił  mnie do kawiarni zamkowej by ukazać się wśród muzealnych eksponatów przebrany w strój który tradycyjnie na zamkowe imprezy zakładał. Kasztelan jest niemożliwie niepoprawny nawet jako duch ale nigdy nie żąda od kogoś maksimum tego, co w istocie mógłby uzyskać.  

W barze,  przy dwóch złączonych stolikach siedziało mocno podchmielone towarzystwo wykonujące wielogłosowo popularną piosenkę biesiadną .  
- To nie ta bajka - pomyślałem.  Zamówiłem piwo i usiadłem w bezpiecznej odległości od chwiejących się krzeseł . Czekałem na Kasztelana.

 Raptem przeraźliwy pisk opon zza okna zagłuszył wszystko.   

Do baru wszedł mężczyzna podobnego do mnie wzrostu o twarzy jak księżyc w pełni. Przyglądał się chwilę pijącemu towarzystwu.
− „To nie ta bajka” - powiedział głośno  do siebie, kupił piwo i spojrzał na mnie. 
  Czy mogę przysiąść? - zapytał. 
Nie był to Kasztelan..., na ducha też nie wyglądał..., ale właściwie nie wiem na kogo czekam...
- Siadaj Pan - odpowiedziałem zachęcając gestem.
Usiadł. Patrzył w  niemy telewizor i nerwowo pukał palcami po stoliku.
− „Po co mi to wszystko, po co mi to wszystko” - mruczał pod nosem nerwowo a mnie naszła gwałtowna ochota przeprosić go i odejść od stolika.... .

Kasztelan za młodu, ten w barze to nie Kasztelan

Opanuj się – pomyślałem,  gładząc instynktownie lewą ręką prawe przedramię jakbym dostał "gęsiej skórki"   wyjście, to nie jest  wyjście ..., przeznaczenia nie uniknę... . Kasztelan nawet  jako duch osiągnie to co zamierza, jeśli nie tu, to spotka mnie „coś” gdy będę szedł do domu skrajem lasu.

− Sprawia Pan wrażenie ściganego - oznajmiłem przybyszowi po złapaniu oddechu.

Tak wielu odbierało i nadal odbiera turnieje rycerskie. Mój szacuneczek dla Kasztelana za upór w manii

 −     Pan wybaczy, w czasie jazdy źle się  poczułem  i potrzebuję towarzystwa  - powiedział głośno po czym pochylił się do mnie i wyszeptał tak, że ledwie usłyszałem:
-    Czy wiesz o tym, że duch  Kasztelana...  no , tego co te turnieje rycerskie u Was robił... , ukazuje się przejeżdżającym przez Golub - Dobrzyń kierowcom ?
Tu popatrzył mi w oczy  i podał rękę:
−   Sławek..., z Lipna jestem.
Gdy mu się odwzajemniłem i mógł dotknąć mojej ręki mruknął pod nosem: 
−   „ciasny gwint...ciepła....” To ustalenie wyraźnie dodało mu siły. Rzekł z desperacką odwagą: 
−   Nie wypieraj się Edmund.  z Tobą miałem się spotkać?!   

Zacznij od tego, że nikt do Ciebie zaraz strzelał  nie będzie. Nie chcę zginąć − odpowiedziałem wymijająco.
−„Duchy pewnie nie strzelają?” − mruknął jakby do siebie rozglądając się dookoła.
− Musisz mnie wysłuchać... - oznajmił.
Nie miałem już wątpliwości, że to bajka zorganizowana przez Zygmunta Kwiatkowskiego więc się zgodziłem: 
 Masz Sławku  potrzebę to opowiadaj. Nie krępuj się...

Punkt widokowy na Golub - Dobrzyń. miejsce do którego prowadzi Golubski Autostopowicz
x

− Znajomi kierowcy opowiadali mi różne historie o GOLUBSKIM AUTOSTOPOWICZU – rozpoczął swoją narrację oglądając butelkę piwa tak, jakby tam  było to napisane −  właśnie  tak Kasztelana nazwali.

Golubski Autostopowicz zatrzymuje pojazdy w miejscach gdzie kierowcom wydaje się to naturalne. W czasie jazdy, w miłej pogawędce  zaprasza  do odwiedzenia zamku golubskiego. Z  pasją opowiada, że Zamek Golubski to zamek równie piękny jak Wawel, Malbork czy Łańcut. Już dlatego warto się zatrzymać i na Zamek popatrzeć  a  nawet wejść chociażby na dziedziniec zamkowy dla obejrzenia końskich schodów po których rycerze konno do pomieszczeń mieszkalnych wjeżdżali. Podobno nie wynikało to z lenistwa.  Służba, z uwagi na ciężkie uzbrojenie musiała rycerza z konia zdjąć i rozebrać ze zbroi by mógł ubrać pidżamę. Kierowca zasłuchany w barwną opowieść Golubskiego Autostopowicza o Annie Wazównie i innych duchach Zamku Golubskiego mimowolnie kieruje samochód na parking zamkowy.
Autostopowicz prowadzi  oczarowaną przez siebie ofiarę na pomost widokowy, by pokazać  rozpościerające  się u podnóża góry zamkowej, przedzielone rzeką a połączone mostami miasto.  Kiedy kierowca, już jako zdeklarowany turysta stoi na platformie widokowej zafascynowany urokiem zamku i  rozpościerającego się pod nim miasta autostopowicz znika. Brak towarzystwa  wyczuwa turysta w chwili,  gdy  do jego uszu dociera znikąd  rżenie konia... .

Jedni odjeżdżają  wystraszeni nagłym zniknięciem przewodnika ale wracają  tu z cała rodziną na turnieje rycerskie, zawody kusznicze ,przedstawienia plenerowe, albo po nauki w Szkole Rycerskiej. Inni stukają do wrót zamkowych by wypowiedzieć życzenie we wnęce, w której stało łoże Anny Wazówny. Spełniają się wszystkie pierwsze życzenia wypowiedziane w tej wnęce, o ile nie powodują krzywdy innych ludzi. Ci którzy  pomimo spotkania golubskiego autostopowicza dalej w duchy nie wierzą, idą do restauracji zamkowej coś zjeść. Mówią, że poszli dlatego bo poczuli głód jakby wieki głodzono ich w zamkowych piwnicach...  

Golubski Autostopowicz jest widoczny tylko dla osób dla których chce być widoczny więc „ani chybi” duch... . Mój kolega Tomek − kontynuował Sławek − zapytał się kogoś z obsługi czy nie widział gdzie poszedł ten mężczyzna z którym przyjechał na parking zamkowy. Zdziwionej i wystraszonej miny parkingowego oraz jednoznacznej odpowiedzi, że przyjechał tu sam nie zapomni do końca życia...

− Sorry Sławku , że Ci przerwę ale co ma wspólnego duch z dniem dzisiejszym i naszym spotkaniem...?  

 Dobrze streszczam się. Nie wierzyłem kiedyś opowiadaniom o duchu Zygmunta Kwiatkowskiego byłego dyrektora golubskiego zamku który jako autostopowicz zatrzymuje przejeżdżające przez powiat golubsko - dobrzyński pojazdy i zaprasza kierowców do zwiedzania zamku miasta Golubia – Dobrzynia. Ale wiesz, te ciągłe opowiadania Tomka i... – Sławek zamyślił się ,spojrzał gdzieś w bok... , za chwilę dalej kontynuował:
– Jadę od Grudziądza. Niedaleko przystanku PKS w Lipnicy, niewysoki, nieco kostyczny mężczyzna usiłował mnie zatrzymać. Nie zatrzymałem się  bo przyznam szczerze, duchy mnie nie pasjonują... .
Tu Sławek znowu przerwał i spojrzał mi pytająco w oczy. Odpowiedzi nie znalazł.  Z rezygnacją zaczął opowiadać dalej: 
− Nie zatrzymałem się i to był mój błąd. Wedle legendy przekazywanej sobie przez kierowców duch Kasztelana jest ciepły, serdeczny zaś spotkanie z nim jest przeżyciem nad wyraz sympatycznym.


Moja dalsza jazda stała się horrorem. 
Wpierw otworzył mi się jeden ze schowków i wypadła maskotka. Kilka dni wcześniej dała mi ją Cyganka  w podzięce za podwiezienie. Przekonywała, bym w podróży sadzał lalkę  obok siebie jako pasażera. Obiecałem, że tak będzie ale wrzuciłem lalkę do schowka  całkiem o niej zapominając. Teraz laleczka leżała na otwartej pokrywie schowka wybałuszając na mnie oczy jakby chciała mi coś powiedzieć. Jazda w jej towarzystwie nie wydała mi się najprzyjemniejsza. Próby zamknięcia schowka w czasie jazdy nie powiodły więc zrezygnowałem. Byłem zły na Cygankę która mi ją dała.
Na dodatek z pod maski silnika zaczęła wydobywać się para... . 
Nie zdążyłem zatrzymać pojazdu a para cofnęła się pod maskę jak dżin do swojej butelki. Jednak zatrzymałem się bo środkiem jezdni szła jakaś kobieta z wózkiem dziecięcym... .  
Wysiadłem z samochodu, by powiedzieć co o niej myślę ,ale na szosie nikogo nie było... .


Postanowiłem wziąć się w garść. Sięgnąłem do apteczki i zakleiłem schowek z lalką plastrem. Usłyszałem rumor w schowku i wołanie: "Posadź mnie na fotelu, jestem Ci potrzebna".
Nie pamiętam jak wjechałem do miasta. Na światłach przy Komendzie Policji przekonałem się, że Cyganka źle mi nie życzyła.
Obok mnie na fotelu pasażera pojawiła się zjawa w zbroi rycerskiej. Zjawa podniosła przyłbicę. Był to Zygmunt Kwiatkowski. Spojrzał na mnie i rzekł:
− „uważaj na przejścia dla pieszych. Wielu podświadomie spieszy się do zaświatów. Wiem coś    o tym”.   Zacząłem się pocić, ...może gdyby nie ta zbroja... . Rycerz spojrzał na mnie z politowaniem.
-„Zygmunt jestem, nie poznajesz... ?, Jesteś Sławku wyraźnie przemęczony..., zatrzymaj się przy  knajpce którą Ci wskażę i idź na piwo. Ktoś tam na ciebie czeka”.

Kiedy zaprotestowałem, spod maski samochodu znów zaczęła się wydobywać para.
− „Dobrze GOLUBSKI AUTOSTOPOWICZU ,sam czuję, że muszę odpocząć...” – odpowiedziałem . Zygmunt  Kwiatkowski uśmiechnął się :
- „Dogadaliśmy się ” – rzekł, pokazał mi ten Bar i kiedy nacisnąłem hamulec zniknął.

 To tyle a co ty Edmundzie masz mi do powiedzenia?  

Golub - Dobrzyń nocą
x

− Mnie też tu przysłał Kasztelan – rozpocząłem.

Tak samo jak Sławek wcześniej mi , tak ja teraz spojrzałem mu w oczy i tak samo jak On ode mnie wcześniej, tak ja od niego teraz nie uzyskałem odpowiedzi. 

− Jestem pewnie w gorszej sytuacji od Ciebie - kontynuowałem: −  Mam coś o nim napisać a jak się przekonałeś z Kasztelanem nie ma żartów. Sympatyczny w bezpośrednim obejściu z ludźmi do których nic nie miał lub coś od nich chciał, ale już za życia potrafił być wybuchowy gdy trafiał na rafę. 

Zamek Golubski odnowiony w znacznej części  w latach 1957 - 1967 czyli przed Erą Kasztelana miał spełniać rolę obiektu w którym  zgromadzą się różne społeczne instytucje. Kasztelan widział dla zamku rolę większą ,ogólnopolską a nawet międzynarodową. Widział w nim obiekt turystyczny i rozrywkowy. W wyniku jego upartych zabiegów zamek przeszedł w wieczyste użytkowanie Polskiego Towarzystwa Turystyczno - Krajoznawczego ( PTTK  ) a instytucje kulturalne które zdołano  na zamku umieścić stopniowo ale skutecznie wyeksmitował. To przysporzyło mu wielu wrogów wśród mieszkańców Gołubia - Dobrzynia. 
Mówią i piszą, że cieszył się uznaniem za swe osiągnięcia dla polskiej kultury
u wszystkich z wyjątkiem mieszkańców miasteczka. Oskarżono Kasztelana, że w czasie  organizowanych balów i turniejów nie przestrzegał prawa. Zarzucono mu między innymi, iż upijał na zamku  dyrekcje i załogi pracy a ważnych gości witał księgą będącą wielkim pudłem z kieliszkami alkoholu.
W czasie biesiad piekł na rożnie niezaewidencjonowane prosiaki. Wóda lała się strumieniami. 

Anna Wazówna

Na bale sylwestrowe zwane „Sylwestrem Sław” organizowane od 1968 roku zapraszano co roku dziesięciu najsłynniejszych Polaków wyłanianych w drodze plebiscytu przez Oddział PTTK w Gołubiu – Dobrzyniu. Z nimi to bawiło się sto par z całej Polski.   Ci których nie było stać na udział w Balach Sylwestrowych bawił na finansowanych przez zakłady pracy Balach Dobrej Roboty inaczej zwanych Balami dla Mieszkańców Miasta na które każdego golubianina było stać jeśli zakład dołożył.  
Najskromniejszym był Bal dla działaczy PTTK . Plotkarze twierdzą, że jedzono  podroby z prosiaków pieczonych na innych balach i pito pozostawiony alkohol.  Dla jednych kaszanka czy pasztetowa z podrobów które nie wypadało podać gościom było dowodem na skąpstwo, dla innych dowodem na gospodarność Kasztelana. 

Dom w którym za życia  mieszkał Golubski Autostopowicz. Podobno tak naprawdę nocował i do dzisiaj nocuje na Zamku Golubskim.x

Dobrą robotę lubił o czym świadczą relacje robotników zatrudnionych przy pracach na zamku. Podobno byli tacy którzy woleli tracić prawo do zasiłku dla bezrobotnych niż iść na zamek pracować. 

Już za życia bywał politgeistrem. Przykładem tego jest historia z 1984 roku. Zwalczający poczynania kasztelana działacze kultury zorganizowali w dniu imprezy zamkowej uroczystość na rynku golubskim z udziałem śpiewaczych chórów. Kasztelan nadleciał wynajętym z aeroklubu helikopterem. Nikt nikogo nie słyszał. Huk silników helikoptera i podmuch wiatru nad zamkniętym budynkami placem zakłócił  imprezę. Na zebranych poleciały z helikoptera ulotki .  Do dziś nie wiadomo  jak Kasztelan przekonał pilota do lotu poniżej 50 metrów nad miastem... Pewnie jak nas Sławku, do spotkania w tym barze... . Ty się wygadałeś i masz spokój, ale co ja mam napisać... ?  

Sławek  uśmiechnął się do mnie i rzekł:

 - Dobrze Edmundzie, opowiem Ci to, co  tak naprawdę chciał Zygmunt Kwiatkowski bym  opowiedział; bo już wiem na pewno, że jesteś tym do którego mnie przysłał.

Moje dzisiejsze spotkanie nie było pierwszym spotkaniem z Zygmuntem.

Podjechałem kiedyś na Wasz Zamek,  by zobaczyć miejsce w które mój kolega Tomek ciągle jeździ. Coś mnie ciągnęło do bram zamkowych. Tak jak Jurand szedł do Spychowa a  Henryk IV do Cannosy tak ja szedłem do Zamku Golubskiego by uwolnić przyjaciela z opętania... . 

Moim celem była słynna wnęka w kapitularzu gdzie stało łoże Anny Wazówny. Kiedy wchodziłem do komnaty spojrzałem na obraz nad wejściem. Siedzący na koniu Kasztelan podciął konia i razem wyprężyli się oddając mi część. To dodało mi otuchy. We wnęce odważnie wypowiedziałem przygotowane wcześniej życzenie :
- „Chcę rozmawiać z Kasztelanem!”.
W tym momencie poczułem, że ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Stojący za mną mężczyzna przedstawił się jako Zygmunt Kwiatkowski... . Obecni w pobliżu inni turyści i przewodnik zdawali się tego nie zauważać.

Pociemniało mi w oczach i zobaczyłem milion gwiazd. Po chwili szedłem zieloną łąką pełną kwiatów i spacerujących ludzi.
- „Wzlecieliśmy do niebios, tu możemy porozmawiać” – powiedział idący obok Zygmunt Kwiatkowski.
Wmurowało mnie, nie mogłem wydobyć słowa. Kasztelan zaczął mówić dalej, delikatnym przyciszonym głosem  a ja stopniowo się uspakajałem.
- „ Jesteśmy w Niebiańskim  Raju. Tu trafiamy po tym co na Ziemi nazywamy śmiercią. Widzisz te drzewa ukazujące cztery pory roku na raz ? Czas tu się zatrzymał. Do niebios  trafiamy w takim wieku w jakim odeszliśmy. Na początku mnie to zszokowało, szczególnie gdy spotkałem Annę Wazównę. 

Kasztelana Portret własny

Nie wygląda na Miss Polonia, ale teraz ani jej ani mi to nie przeszkadza. Łączy nas wszystko, tu jest wspaniale... .Widzisz te ptaki siadające na ramionach spacerowiczom? To Ptaki Radości. Mówią Ci do ucha to co chcesz słyszeć. To świat przyjemności życia po śmierci. Konferencja Bogów robi wszystko by nie było żadnych zadrażnień. Są tu ludzie różnych wyznań ziemskich i wielu musi przejść czyściec by nauczyć się tolerancji. Mnie to ominęło... .”
Kasztelan spojrzał na mnie i zapytał:
- „ Co słyszysz i widzisz w tej rzece...”?
- „Marylę Rodowicz...szparka sekretarka” – odpowiedziałem – a śpiewają pływające tulipany”
- „A ja Sławku słyszę Bogurodzicę śpiewaną głosami rycerzy polskich spod Grunwaldem piękny cover wodnych róż... .”  

 - „Widzisz” – kontynuował Kasztelan – „ każdy tu słyszy i widzi to co chce więc życie jest łatwiejsze niż na Ziemi. Chcesz, to poczujesz  zapach pięknych perfum jakiejś firmy a ja obok tego czuł nie będę. Chcesz porcję ziemskiej golonki ? Podchodzisz do automatu, wrzucasz 1 heliosa i masz. W automatach załatwisz wszystko. Za 5 heliosów możesz   wywołać na Ziemi burzę z piorunami dla kolegi który udał się do jakiegoś zamczyska straszyć Ziemian. Mamy tu pałace, gaje oliwne i dużo wież Babel by wyładowywać emocje. Zamek jak na razie tylko jeden. Kiedy się tu pojawiłem pomogłem go Annie Wazównie dokończyć. Przekonałem Konferencję Bogów, że jeśli robią wszystko dla zadowolenia ludzi to trzeba ludziom też dać turnieje rycerskie. Na razie turnieje nie odbywają się bezpośrednio w niebiańskim raju. Koński Raj to inna niepodległa kraina, a Bogowie obu Krain Niebiańskich nie mogą się dogadać. Co do samych turniejów jest zgoda – przekonałem wszystkich - ale  nie ma zgody co  do tego kto ma na kim siedzieć. Poradziliśmy sobie z Anną Wazówną w ten sposób, że przed Zamkiem w miejscu na plac turniejowy jest otwarta przestrzeń z widokiem na ziemski plac w Gołubiu – Dobrzyniu.

Dochodzimy do zamku . Nie widziałeś go wcześniej bo odległość nie ma tu znaczenia. Po prostu wcześniej nie mieliśmy potrzeby go widzieć. Ten rozgardiasz to  kilka tysięcy Niebian dopingujących rycerzy walczących w Turnieju Rycerskim który odbył się w 1989 roku”.

- Zygmunt Kwiatkowski – kontynuował Sławek -  podprowadził mnie do barierki odgradzającej tłum Niebian od Placu Turniejowego w Gołubiu – Dobrzyniu. Nie miałem odczucia ,że jesteśmy gdzieś wyżej . Kasztelan wyjaśnił mi , że: "...jesteśmy w innej czasoprzestrzeni”,  "...technicznie telewizja cyfrowa wysokiej generacji <n” oczywiście
 w standardzie niebiańskim...”.

 Zobaczyłem na placu piękny widok przemieszczających się zbrojnych chorągwi rycerskich uzbrojonych w kopie. Łopot  sztandarów, wspaniałe barwy rycerskich znaków, błysk stalowych hełmów i marsowe twarze widoczne pod hełmami. Pod jeźdźcami przyciągające elegancją stroju i gracją ruchu jakby trochę podniecone konie. Gama barw polskiego średniowiecza w stylu romantycznym. Sceneria wyraźnie wskazywała, że akurat zakończył się Turniej. Z nastroju tłumy Niebian wywnioskowałem: wygrali Polacy.

Jednakże na placu wzrastało jakieś podniecenie. Okazało się, że ma się odbyć się jeszcze „Sąd Boży”. Zdesperowany uwiedzeniem swojej białogłowy w czasie turnieju w Szwecji, szwedzki rycerz wezwał jednego z polskich rycerzy do walki konno na udeptanej ziemi. Przyglądałem się walce z zapartym tchem. Zakończyła zwycięstwem Szweda. Trafiony mieczem Polak spada z konia i rad nie rad oddaje Szwedowi uwiedzioną białogłowę. Fascynujące przeżycie. Okazało się, że walka była upozorowana między przyjaciółmi. Wszyscy razem wpadli sobie w objęcia. Tłum Niebian szalał z zachwytu.

Niebiański pasjonat turniejów rycerskich z zachwytem rozpostarł skrzydła

Teraz mój wzrok przyciągnął Zamek Niebiański. Wyglądał jak obraz zamku golubskiego wykonany na płótnie akwarelą.. Widziałem go w zamkowej galerii. Jakie to wszystko poplątane.  

Zygmunt położył mi rękę na ramieniu .
- „Dużo wrażeń jak na pierwszy raz, wracamy ?” – zapytał.
Skinąłem głową i w chwilę później znaleźliśmy się w Golubiu - Dobrzyniu na zamkowym pomoście widokowym.
- „Tu rozstałem się z Twoim przyjacielem, tu rozstanę się z Tobą. Powroty do Golubia  to wyłącznie wybory Twego przyjaciela. Ja nie wywieram na niego żadnej presji... .
Ale nikt nigdy z mojej poręki nie zobaczył tyle co ty. Mam więc prośbę. Czy mógłbym się jeszcze kiedyś z Tobą spotkać?”
Bez przekonania skinąłem głową na „Tak”
Kasztelan poprosił bym się nie odwracał. Rżenie konia to stały fragment ceremoniału znikania.

Opowiedziałem o tym napotkanej Cygance. Wysłuchała ze zrozumieniem i dała laleczkę, by mnie chroniła przed duchami, siedząc w czasie jazdy na siedzeniu pasażera.

Resztę Edmundzie już znasz... .  

- Jestem Sławku pod wrażeniem ostatnich wydarzeń a szczególnie Twojego opowiadania. Kasztelan nie zasługuje na zapomnienie. Nieprzeciętna postać w historii nie tylko Zamku ale i Miasta  – rzekłem, chyląc głowę jakby przed wspomnieniem o Zygmuncie. Być może tak było, bo odprowadzając Sławka do samochodu  patrzyłem na czubki  swoich butów. - Nie wypastowane – pomyślałem.  
x

− Jedno jest pewne -  stwierdził Sławek kiedy już usiadał za kierownicą:
 − to co Zygmunt Kwiatkowski robił to jego życiowa pasja. Lubię trasę przez Golub - Dobrzyń a następnym razem znów na zamek zajrzę chociaż o rozmowę z Kasztelanem zabiegał nie będę... .  Właściwie cieszę z tej przygody. Czuję się namaszczony i dopuszczony do tajemnicy Twojego Miasta, ale spotkania z duchami odbieram jako stresujące.

Wyjął ze schowka szmacianą lalkę. 

− Siadaj Papusza - rzekł i posadził lalkę na siedzeniu obok.

Laleczka mrugnęła do mnie po czym spojrzała nieruchomo przed siebie.  

Nie wymieniliśmy ze Sławkiem adresów. Tak jak ja nie byłem do końca spotkania pewny co do Niego,  tak i On nie był pewny czy nie jestem duchem. Zresztą legenda nie może być za długa. Jeśli  Kasztelan uzna za stosowne kolejne spotkanie załatwi. x
xx

Wracałem do domu ścieżką przez pobliski lasek.

Kim był Zygmunt Kwiatkowski? Kiedy przed laty nadszedł telegram "Zygmunt nie żyje", nie wszyscy  w Golubiu - Dobrzyniu  płakali a niektórzy byli wręcz zawiedzeni gdy wyjaśniło się , że chodzi o konia imieniem Zygmunt który padł w czasie turnieju rycerskiego we Włoszech. Był twardym mężczyzną i upartym  człowiekiem. Nie afiszował na zewnątrz zrozumienia dla innych ludzi ale wierzył w to co robi i organizował doskonałą zabawę. 
  Kochał – jak się wydaje chociaż to nigdy do końca nie jest pewne - przede wszystkim siebie. Nie interesował się jednak zdobyciem doczesnego majątku ale korciła go sława dla pokoleń. Na poczesnym miejscu w jednej z sal zamkowych powiesił obraz  rycerza na koniu ze swą podobizną. Ten sam który tak przyciągnął uwagę Sławka .Mówią, że Kasztelan zabiegał o pochówek  w krypcie gotyckiego kościoła w golubskiej części Golubia – Dobrzynia.   

Podobno brał udział we własnym pogrzebie

„Co by nie było, to...”. ten popularny  zachowawczy zwrot używany jest często przez ludzi chcących w dalszej części swej wypowiedzi udzielić mu pochwały czy życzliwego pośmiertnego wspomnienia. Na co dzień dominowały w miasteczku pretensje, że Kasztelan ssie miasto tak jak dawni władcy zamku, organizuje imprezy dla elit i obcych  niedostępne finansowo dla mieszkańców. Nawet jego najbliżsi współpracownicy uważali, że jest zrzędą i sknerą. Chociaż tak wiele mu pomagają, nic z tego nie mają. Mieszkańcy nie rozważali na ile dzięki niemu Golub – Dobrzyń zyskał tę rangę którą ma, a współpracownicy, że uczestnicząc w tym wszystkim mają korzyść samego uczestniczenia bo inaczej zrezygnowaliby. Po prostu doskonale się bawili i dalej się bawią, gdy juz nie ma Kasztelana ale jego dzieło jest kontynuowane.

Rozsławił miasto przede wszystkim tworząc barwne Turnieje Rycerskie na zamku w Golubiu – Dobrzyniu. Stał się  prekursorem zabawy w polski ruch rycerski. Gdyby nie jego pierwszy turniej w 1977 roku w Golubiu - Dobrzyniu pewnie nie byłoby inscenizacji Bitwy pod Grunwaldem.

Dziś duch Zygmunta Kwiatkowskiego nadal przyciąga turystów. Wcielanie się w rolę Golubskiego Autostopowicza jest pewnie tylko jednym z jego nowych pomysłów.  

Titanc
x

Czy można powiedzieć, ze Zygmunt Kwiatkowski w roli Golubskiego Autostopowicza jest  błąkającym się potępieńczym duchem skazanym na niebyt i wieczne potępienie, za jakie w tradycji uznaje się często  wszelkie duchy wracające na Ziemię? Z tej legendy wynika, że życie po życiu nie lubi banałów.  Kasztelan dobrze urządził się w Niebiosach. Nadal promuje to co kochał czyli średniowieczne turnieje rycerskie. Zyskał  sobie wejścia i układy z rządzącymi a niebianom dostarcza atrakcji. W Gołubiu – Dobrzyniu bywa z własnej woli, dla własnej przyjemności. Kontent z tego co robił za życia czuje się mocno związany z Zamkiem i Miastem  więc po życiu nie zrywa łączącej go z Golubiem - Dobrzyniem pępowiny. Z biegiem lat ta więź  się jeszcze bardziej zacieśni a czas wybieli  burzliwą historię Jego życia. 
Powstaną nowe, jeszcze cieplejsze bajki i legendy o Kasztelanie a ta pierwsza  o „Golubskim Autostopowiczu” też cieplej będzie odbierana.
Legendy o Zygmuncie Kwiatkowskim herbu Jastrzębiec, Kasztelanie Zamku Golubskiego, kochanku Anny Wazównyczytać będzie Polska cała.

x
Opracował Edmund Bared  
Golub - Dobrzyń
Luty 2010

                                                       wykorzystanie do celów zarobkowych lub reklamowych  bez umowy  z autorem zabronione

     

kontakt  bared@onet.eu lub przez Księgę Gości

 
         
  Nadesłane na bared@onet.eu :  
  xx  
  Jędrek:  
 

" ... Kapituła Rycerstwa Polskiego  naście lat temu ustanowiła Złotą Księgę Rycerstwa Polskiego, do której wpisany jest kodeks i ci , którzy zasłużyli się w ruchu rycerskim. Pan Zygmunt ten spis otwiera .Przesyłam fotki w załączeniu, może się przydadzą. Księga leży na zamku Chojnik..."
x

 

Zygmunt Kwiatkowski  - Herbu Jastrzębiec kasztelan Zamku - Golub - Dobrzyń , ten który pierwszy wskrzesił ideę turniejów rycerskich  spis rycerzy w Złotej Księdze Rycerstwa Polskiego otwiera
x

Kodeks Rycerski ustanowiony przez Kapitułę Rycerstwa Polskiego dostępny na Zamku Chojnik
x

         
         

   
Monitoring                 Powrót do początku strony                        Powrót do strony głównej
             

  xx